Dziki się nie kończą. Cuda w statystykach łowieckich
Gdy kilka tygodni temu pisaliśmy o nierzetelnych danych o odszkodowaniach łowieckich, postawiliśmy takie pytanie:
W przypadku finansów ktoś myli tysiące złotych z milionami złotych i przez lata nikt tego błędu nie widzi i nie koryguje. Czy na tej samej zasadzie ktoś może też pomylić np. setki dzików z tysiącami dzików? Tysiące zabitych ptaków z milionami zabitych ptaków?
Okazuje się jednak, że nie było to wcale pytanie retoryczne. Analiza kolejnych danych pochodzących z Banku Danych o Lasach (BDL), tym razem dotyczących liczebności dziko żyjących zwierząt, planów łowieckich oraz liczby zwierząt zabijanych, pokazuje, że także z wpisywaniem tych liczb do systemu bywają problemy. Trudno tutaj co prawda pomylić tysiące z milionami, ale dopisanie kilkuset czy nawet kilku tysięcy dodatkowych zwierząt też się zdarza.
zobacz mapę:
Przykłady te każą również postawić pytanie o sens obecnego systemu opiniowania i zatwierdzania planów łowieckich, który w wielu przypadkach wygląda na pustą formalność. Dane o liczebności zwierząt nie są wcale wynikami dokładnego policzenia wszystkich osobników. Jeśli szacunek jest obarczony dużym błędem, to wyliczanie na jego podstawie „optymalnej” liczby zwierząt przeznaczonych do zabicia nie sprawi, że wynik stanie się bardziej wiarygodny.
Udział urzędów gmin, które w marcu mają raptem kilka dni na zaopiniowanie rocznego planu łowieckiego, jest w praktyce mocno ograniczony. Udziału regionalnych dyrektorów ochrony środowiska w tej procedurze ustawodawca nie przewidział w ogóle.
Problem jest znany naukowcom. Dr hab. Jakub Gryz z Instytutu Badawczego Leśnictwa zwracał uwagę, że w Polsce nie funkcjonuje państwowy system monitoringu zwierząt łownych oparty na naukowo określonych metodach, o znanym błędzie oszacowania. Z kolei badania przeprowadzone w Roztoczańskim Parku Narodowym wykazały, że niepewność oszacowań uzyskiwanych metodą pędzeń próbnych wynosiła średnio 49% dla dzików, 32% dla jeleni i 26% dla saren. Również Państwowa Rada Ochrony Przyrody postulowała, aby inwentaryzacje dzikich zwierząt przeprowadzano metodami wiarygodnymi naukowo.
Tymczasem myśliwi do oficjalnych statystyk podają ilość zwierząt z dokładnością „co do sztuki”. Na ile można wierzyć w te liczby?
Dziki, które co roku wracają do punktu wyjścia
Obwód łowiecki nr 91 w województwie opolskim to jedno z tych miejsc, w których czas płynie powoli i nic się nie zmienia. W Punxsutawney co roku 2 lutego świstak Phil siedział w swojej norce, a w lasach koło Smolarni w gminie Strzeleczki każdego 10 marca mieszka dokładnie 10 dzików. Przynajmniej tak wynika z danych przekazywanych do BDL w latach 2022–2026.
Podstawiając wartość 10 do wzoru na „pozyskanie”, myśliwym z Koła Łowieckiego nr 4 „Odyniec” z Lubrzy zawsze wychodzi 27 dzików do zabicia w ciągu roku. Taką wartość co roku rytualnie zanoszą do gminy z prośbą o zaopiniowanie, a potem do nadleśniczego z prośbą o zatwierdzenie. I co roku tak się jakoś składa, że zamiast planowanych 27 dzików ginie ich znacznie więcej: w kolejnych sezonach wykazywano 159, 150, 176, a ostatnio 129 osobników. Lecz po roku dzików znowu jest tylko 10.
W Opolskiem 10 dzików najwyraźniej potrafi co roku wydać na świat, a może sprowadzić z sąsiednich lasów, kilkanaście razy więcej osobników, niż wynosi ich marcowa liczebność. Ale nie jest to bynajmniej rekord. Są miejsca, gdzie z żyjących w marcu 10 dzików można „pozyskać” ich nawet ponad 30 razy więcej. I mieć z tego nie tylko mięso i uciechę z zabijania, ale jeszcze dodatkowo pieniądze wypłacane za odstrzał sanitarny: od 18 marca 2026 r. ryczałt za odstrzelenie jednego dzika w ramach odstrzału sanitarnego wynosi 350 zł.
| województwo | nr obwodu | liczba dzików 10.03.2025 | zabite w sezonie 2025/2026 |
|---|---|---|---|
| zachodniopomorskie | 59 | 10 | 262 |
| łódzkie | 183 | 10 | 264 |
| łódzkie | 184 | 10 | 265 |
| mazowieckie | 409 | 10 | 273 |
| małopolskie | 146 | 10 | 319 |
| wielkopolskie | 280 | 10 | 324 |
A w obwodzie nr 342 w województwie mazowieckim, kawałek za Sulejówkiem, Wojskowemu Kołu Łowieckiemu nr 164 „Wrzos”, z adresem w Zielonce, udało się w sezonie 2025/2026 zabić aż 141 dzików (zamiast planowanych trzech), mimo iż 10 marca 2025 roku żył tam tylko jeden samotny dzik. Nie wiemy, ile z tych 141 zwierząt zabito w ramach odstrzału sanitarnego, ale dobrze, że system przewiduje finansowe zachęty do ograniczania populacji. Bez nich dzików mogłoby zginąć tyle co nic.
W powiecie tomaszowskim (woj. łódzkie) w każdym z ostatnich czterech sezonów wykazywano ponad 1000 dzików więcej, niż przewidywał zatwierdzony wcześniej plan. W sezonie 2025/2026 różnica była rekordowa: przy planie wynoszącym 331 dzików wykazano zabicie 2169, czyli o 1838 dzików więcej.
Umożliwia to zapis Prawa łowieckiego wprowadzony nowelizacją z 2018 roku. Wskazywana w rocznym planie liczba dzików stanowi wyłącznie minimum zwierząt przeznaczonych do zabicia. W przypadku innych zwierząt „pozyskanie” powinno mieścić się w przedziale od 90% do 110% przyjętej liczby (zwierzyna gruba), lub od 85% do 115%. (zwierzyna drobna) Natomiast dla dzików nie wyznacza się w rocznym planie górnej granicy odstrzału. Można je ponadto zabijać przez cały rok, również nocą, z użyciem noktowizji i termowizji, a także w kilka osób bez konieczności zgłaszania tego jako „polowanie zbiorowe”.
Najważniejszy jest jednak szeroki strumień pieniędzy, jaki na odstrzał dzików płynie do myśliwych i kół łowieckich ze środków publicznych. Na kosztowność tej wojny i poważne zastrzeżenia do sposobu jej prowadzenia zwracała uwagę Najwyższa Izba Kontroli. Według NIK w latach 2019–2021 na polowania i odstrzał sanitarny dzików wydano 282,2 mln zł, podczas gdy na kontrolę bioasekuracji i badania kliniczne stad świń zaledwie 28,4 mln zł.
Jeszcze dalej poszła Państwowa Rada Ochrony Przyrody w opinii z 9 września 2024 roku. Negatywnie zaopiniowała projekt krajowego planu redukcji populacji dzików w związku z ASF, wskazując między innymi na brak oceny skuteczności dotychczasowych odstrzałów i ich ogromne koszty. Według obliczeń Rady minimalne koszty odstrzałów dzików w okresie od marca 2019 do lutego 2023 r. wyniosły 597,5 mln zł. To co najmniej 119 tys. zł wydanych na każdego odstrzelonego dzika, u którego wykryto ASF.
Jelenie, które pojawiły się znikąd
W porównaniu z dzikami, których według myśliwych, leśników oraz inspekcji weterynaryjnej widocznie po prostu zawsze jest za dużo, liczebność innych zwierząt powinna jednak być znana z większą precyzją. Chociażby dlatego, że roczne plany łowieckie mają uwzględniać „optymalne gospodarowanie populacjami zwierząt łownych”, a w przypadku zwierzyny grubej również podział na osobniki do pierwszego roku życia i płeć, zaś w przypadku samców zwierzyny płowej także na osobniki selekcyjne i łowne.
Zobaczmy zatem, na podstawie jakich danych podejmuje się decyzje w sprawie tego „optymalnego gospodarowania populacjami”.
Ciekawym przykładem może być obwód łowiecki nr 11 w województwie wielkopolskim, dzierżawiony przez Koło Łowieckie nr 4 „Kuropatwa” ze Złotowa. Koło to na swojej stronie internetowej chwali się, że „dzięki wieloletnim zabiegom hodowlanym oraz uwarunkowaniom przyrodniczym stany zwierzyny grubej są wysokie”, oraz informuje: „Od wielu lat organizujemy polowania dewizowe. Do szczególnie udanych należą polowania na rogacze”.
Według danych z BDL w obwodzie nr 11 żyje około 280 jeleni. Co roku plan łowiecki zakłada zabicie około 60–65 zwierząt. A nie, chwileczkę. W 2022 roku nagle tych jeleni zrobiło się niemal sześć razy więcej. O roku ów!
| rok | liczba jeleni (S) | plan łowiecki (P) (ilość jeleni do zabicia) |
wykonanie planu (W) (faktycznie zabite jelenie) |
|---|---|---|---|
| 2021 | 278 | 63 | 61 |
| 2022 | 1578 | 63 | brak danych w BDL |
| 2023 | 280 | 63 | 55 |
| 2024 | 265 | 65 | 59 |
| 2025 | 265 | 60 | 60 |
Co tu się wydarzyło? Zapewne po prostu oczywista omyłka pisarska. Ktoś chciał wpisać 278, a wyszło 1578. Nie to jest problemem. Problemem jest fakt, że taka liczba trafiła do oficjalnej statystyki i pozostawała w niej przez lata.
Jeśli rzeczywiście powinno być 278 zamiast 1578, to ta jedna pomyłka zawyżyła wykazaną w BDL liczebność jeleni w powiecie złotowskim o 1300 osobników. W stosunku do wartości po hipotetycznej korekcie oznaczałoby to zawyżenie wskaźnika zagęszczenia populacji o ponad 40%. A potem właśnie na podstawie takich wskaźników podejmowane są decyzje o wydłużeniu okresów polowań na jelenie, bo podobno jest ich „za dużo”.
To nie jest jednostkowy przykład. W tym samym województwie, w powiecie słupeckim, obwód nr 294 dzierżawi Koło Łowieckie „Knieja” Rogal. Nagle w 2022 roku pojawiło się tam ponad 300 dodatkowych saren, które potem zniknęły.
| rok | liczba saren (S) | plan łowiecki (P) (ilość saren do zabicia) |
wykonanie planu (W) (faktycznie zabite sarny) |
|---|---|---|---|
| 2021 | 91 | 25 | 1 |
| 2022 | 397 | 37 | brak danych w BDL |
| 2023 | 91 | 37 | 37 |
| 2024 | 95 | 35 | 35 |
| 2025 | 95 | 35 | 35 |
| 2026 | 118 | 35 | 35 |
I znów, nie da się przesądzić, czy jest to pomyłka w inwentaryzacji, przy przepisywaniu danych, czy podczas ich wprowadzania do BDL. Natomiast widać jej potencjalne skutki. Jeśli rzeczywista liczba powinna być zbliżona do 91, wykazana w BDL liczebność saren w powiecie słupeckim została zawyżona o około 13% w stosunku do wartości po takiej hipotetycznej korekcie.
Tym razem błędna wartość nie znalazła odzwierciedlenia w planie pozyskania, który pozostał zbliżony do planów z pozostałych lat. Ale sytuację, w której nagle zmienia się właśnie liczba zwierząt przeznaczonych do zabicia, również można łatwo znaleźć.
Trzy tysiące norek znikąd
W powiecie gryfickim w województwie zachodniopomorskim liczebność norek amerykańskich od lat oscyluje wokół kilkudziesięciu do niespełna dwustu osobników. Plany ich zabijania są dość ambitne i wynoszą zazwyczaj około 100–200 zwierząt. Realizacja jest już znacznie skromniejsza:
| rok | liczba norek (S) | plan łowiecki (P) (ilość norek do zabicia) |
wykonanie planu (W) (faktycznie zabite norki) |
|---|---|---|---|
| 2020 | 129 | 208 | 78 |
| 2021 | 164 | 258 | 31 |
| 2022 | 91 | 218 | brak danych w BDL |
| 2023 | 124 | 110 | 10 |
| 2024 | 80 | 3208 | 10 |
| 2025 | 85 | 132 | 11 |
| 2026 | 98 | 155 | 10 |
Jednak w 2024 roku ni z gruszki, ni z pietruszki, mimo braku istotnej zmiany liczebności norek, plan łowiecki zakładał zabicie około 3000 zwierząt więcej niż zazwyczaj. Przy wykazanej liczebności zaledwie 80 norek zaplanowano „pozyskanie” aż 3208. Udało nam się ustalić, skąd pochodzi ta niezwykła liczba. To efekt tego, co do BDL wpisało Wojskowe Koło Łowieckiego nr 298 „Knieja” Jaromin z siedzibą w Trzebiatowie. W obwodzie, w którym szacowano obecność raptem 8 tych drapieżników, zaraportowano plan łowiecki zakładający „pozyskanie” 3010 zwierząt. Jak zwykle, nikt nie zwrócił uwagi na bezsens takich wartości. Gdyby nie to, że tylu norek tam po prostu nigdy nie było oraz gdyby ich zabijanie było łatwiejsze dla myśliwych, którzy wolą raczej usiąść na ambonie i zaczekać na dzika, którego zwabi wyłożona karma, niż próbować wytropić niewielkiego drapieżnika – mogłoby się okazać, że dokonano tam prawdziwej hekatomby.
Co ciekawe, w marcu 2024 roku Zarząd Główny Polskiego Związku Łowieckiego zapewniał, że wyniki inwentaryzacji, na których oparto roczne plany łowieckie na sezon 2024/2025, „pozostają niepodważalne”.
Trudno się nie zgodzić. W obwodzie z ośmioma norkami zaplanowano zabicie trzech tysięcy. Takich danych naprawdę nie sposób podważyć.
Nawet PZŁ musi poprawiać własne dane
Mimo zapewnień o niepodważalności, problemy z wiarygodnością statystyk łowieckich są wskazywane w publikacjach samego Polskiego Związku Łowieckiego. W listopadzie 2025 roku Stacja Badawcza PZŁ w Czempiniu opublikowała raport „Sytuacja zwierząt łownych w Polsce. Wyniki monitoringu, rok 2025”. Autorzy przedstawiają w nim wieloletnie zmiany liczebności i odstrzału zwierząt, bazując jednak nie na niezależnym monitoringu przyrodniczym, lecz przede wszystkim na tych samych rocznych planach łowieckich, z których dane trafiają również do BDL.
Autorzy raportu sami przyznają, że dane, które są wprowadzane przez koła łowieckie i zarządy okręgowe do Systemu Informatycznego PZŁ, musiały być przez nich poprawiane, gdyż zawierały błędy i braki. Dużą ciekawostką okazuje się przyczyna skokowego wzrostu liczby jeleni w Polsce w 2017 roku, z około 180 do 241 tysięcy osobników - otóż nie wynikał on z rzeczywistego przyrostu populacji, lecz z korekty wcześniejszych szacunków ze względu na zmianę metodyki liczenia w niektórych regionach. To pokazuje, jak duży wpływ na publikowane statystyki może mieć sam sposób szacowania liczebności zwierząt.
Kto właściwie sprawdza te liczby?
Nie chodzi o to, że ktoś pomylił się przy wpisywaniu liczby. Pomyłki się zdarzają, także w urzędowych dokumentach. Chodzi o to, że w systemie, na podstawie którego planuje się zabijanie setek tysięcy dzikich zwierząt, takie pomyłki mogą pozostać niezauważone przez lata. Jeżeli dane mają służyć podejmowaniu decyzji o zabijaniu zwierząt, nie wystarczy wpisać ich do Excela, przesłać do kolejnej instytucji i uznać za wiarygodne tylko dlatego, że znalazły się w oficjalnej bazie. Potrzebne są jawność dokumentów źródłowych, możliwość społecznej kontroli oraz rzeczywista weryfikacja metod ustalania liczebności zwierząt i zasadności planowanego odstrzału. W przeciwnym razie trudno mówić o racjonalnej gospodarce łowieckiej. Każda decyzja dotycząca zabijania dzikich zwierząt oznacza czyjeś życie. Setki tysięcy żyć rocznie. Takie decyzje nie mogą być podejmowane bez rzetelnych, potwierdzonych naukowo danych.