Zakaz polowania

Dobre rozwiązania w obywatelskim projekcie ustawy

Od 2016 zajmujemy się monitoringiem kwestii związanych z łowiectwem. Po wygranej w sądzie administracyjnym w precedensowej sprawie naszego lasu pomagaliśmy właścicielom wyłączać nieruchomości z obwodów łowieckich. Spotykaliśmy się z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, posłami, przedstawicielami Ministerstwa Środowiska i Klimatu. Prowadziliśmy monitoringi przestrzegania obecnych przepisów i na ich podstawie formułowaliśmy postulaty de lege ferenda.
Z wielkim zadowoleniem przyjmujemy powstanie obywatelskiego projektu ustawy, która wreszcie proponuje zmiany, jakie już dawno temu powinny być wprowadzone przez rząd i Sejm – zawsze na przeszkodzie stawały jednak partyjne układy i opór polityków personalnie powiązanych z łowiectwem. Skoro koalicja rządząca nie miała wystarczającej woli politycznej na dostosowanie przepisów dotyczących dzikich zwierząt do wymogów przyrodniczych i etycznych XXI wieku – obywatele musieli wziąć sprawy w swoje ręce.

baner obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej

W obecnej sytuacji nie da się niestety z dnia na dzień „zakazać polowań” i projekt obywatelski wcale nie idzie w tym kierunku. Zamiast tego, w rozsądny sposób porządkuje zasady kontrolowania przez państwo populacji dzikich zwierząt, ogranicza najbardziej kontrowersyjne nadużycia i przywraca elementarną zasadę, że postępowanie ze zwierzętami należącymi do Skarbu Państwa musi podlegać realnej kontroli publicznej, a nie wyłącznie samoregulacji środowiska, które materialnie jest zainteresowane utrzymywaniem obecnego modelu, a jego członkowie osobiście czerpią przyjemność z zabijania zwierząt.

Łowiectwo nie jest ochroną przyrody

Na samym początku projektu mamy zmianę symboliczną, ale ważną: prawo przestaje z góry utożsamiać łowiectwo z ochroną przyrody. To nie odstrzał sam w sobie ma być punktem wyjścia, tylko pytanie, czy dla danego gatunku istnieją aktualne, weryfikowalne i cyklicznie sprawdzane przesłanki utrzymywania go na liście zwierząt łownych. W państwie prawa właśnie tak powinny działać wyjątki od zasady ochrony zwierząt: nie na mocy tradycji i przyzwyczajenia, lecz na podstawie danych.
Obecnie roczne plany łowieckie zatwierdzają Lasy Państwowe w uzgodnieniu z PZŁ, a wieloletnie łowieckie plany hodowlane przygotowują i zatwierdzają organy Lasów Państwowych po uzgodnieniu z marszałkami i PZŁ, bez obowiązkowej strategicznej oceny oddziaływania na środowisko. Projekt wprowadza obowiązkowe uzgodnienie rocznych planów przez regionalnego dyrektora ochrony środowiska w zakresie wielkości odstrzału, uzależnia odmowę uzgodnienia od ryzyka dla właściwego stanu ochrony gatunków i siedlisk, a dla wieloletnich planów nakazuje strategiczną ocenę oddziaływania na środowisko, zakazuje zatwierdzenia planu mogącego znacząco negatywnie oddziaływać na środowisko oraz daje organizacjom społecznym zajmującym się ochroną środowiska, przyrody lub zwierząt prawa strony i ścieżkę odwoławczą. To przesuwa środek ciężkości z układu „Lasy Państwowe + PZŁ” w stronę nadzoru organów ochrony środowiska

Koniec krwawego biznesu

Kolejną ważną zmianą jest zakończenie polowań dla rozrywki. Wokół polowań komercyjnych środowisko łowieckie od lat buduje przekaz, że są one potrzebne, bo zasilają system odszkodowań i pozwalają utrzymać gospodarkę łowiecką. Tyle że nawet dostępne publicznie dane podważają tę prostą narrację. Monitoring dotyczący szkód łowieckich wskazuje, że obraz prezentowany publicznie przez środowisko łowieckie jest zniekształcony: w wielu obwodach odszkodowania są zerowe albo symboliczne, a w dostępnych sprawozdaniach wybranych kół przychody przewyższają koszty odszkodowań głównie dzięki organizacji polowań komercyjnych i sprzedaży mięsa. Mówiąc inaczej: system nie tyle „ratuje rolników dzięki łowiectwu”, ile w znacznej mierze komercjalizuje państwowe dzikie zwierzęta, a następnie przedstawia przychód z tej komercjalizacji jako moralny argument za utrzymaniem całego modelu. Jeżeli państwo uznaje taki model za niepożądany, ma pełne prawo go wygasić, zwłaszcza że projekt nie robi tego ani natychmiast, ani bez żadnej kompensacji. Przewiduje okres przejściowy a nawet odszkodowania dla właścicieli biur polowań zależne od tempa zakończenia działalności. Nie jest więc żadne „wywłaszczenie”, tylko sprawiedliwa transformacja.
Równie ważne jest to, czego projekt nie robi. Nie wprowadza zakazu wykonywania polowania przez obywateli Unii Europejskiej jako takich. Utrzymuje art. 42a, czyli ścieżkę, w której obywatel państwa członkowskiego UE mający uprawnienia w swoim kraju może po zdaniu egzaminu uzupełniającego nabyć uprawnienia do wykonywania polowania w Polsce. Likwiduje natomiast szczególną uprzywilejowaną ścieżkę z art. 43, w której polowanie można było w praktyce kupić jako usługę, bez wejścia do normalnego krajowego reżimu uprawnień. To jest różnica fundamentalna. Projekt nie tworzy jakiegoś zakazu opartego na obywatelstwie, lecz usuwa przywilej komercyjnego dostępu do zabijania zwierząt.

Jawność i dostęp do informacji

Projekt tworzy publiczny rejestr polowań i gospodarki łowieckiej, obejmujący granice obwodów, pełne roczne i wieloletnie plany, planowane i przeprowadzone polowania zbiorowe, dane z polowań indywidualnych bez nazwiska myśliwego, liczby i gatunki zwierząt przewidzianych do zabicia oraz faktycznie zabitych, zwierzęta postrzelone i nieodnalezione, lokalizację urządzeń łowieckich, w tym ambon, a także sprawozdania finansowe i merytoryczne PZŁ oraz kół łowieckich. Jawność nie jest tu „karą” dla myśliwych, lecz logiczną konsekwencją obecnego stanu prawnego. Zwierzęta łowne w stanie wolnym są własnością Skarbu Państwa, a nie prywatnym zasobem zrzeszenia czy kół. Do tego państwo przyznało jednemu zrzeszeniu bardzo silną pozycję organizacyjną i faktyczny monopol na wykonywanie łowiectwa w systemie powszechnych obwodów. W takim modelu prawo obywateli do informacji musi być szerokie. Tymczasem właśnie nieprzejrzystość jest jednym z najlepiej udokumentowanych problemów obecnego systemu: monitoring szkód łowieckich pokazuje luki w dostępie do danych finansowych kół, brak jednolitej publicznej informacji i trudności w zwykłym ustaleniu podstawowych danych. Jeżeli jakaś działalność jest prowadzona na publicznym zasobie i z użyciem silnych ustawowych przywilejów, to właśnie taki poziom transparentności jest minimalnym standardem. W Polsce publiczne są sprawozdanie finansowe nie tylko organizacji pożytku publicznego, ale również prywatnych fundacji (nie korzystających z publicznych dotacji), a nawet…. prywatnych spółek. Dlaczego organizacja zrzeszająca akurat myśliwych miałaby mieć tutaj jakieś specjalne przywileje – nie ma na to logicznych argumentów.

Bezpieczeństwo ludzi przede wszystkim

To samo dotyczy bezpieczeństwa ludzi. Dziś system informowania o polowaniach zbiorowych jest w praktyce iluzoryczny: informacje pojawiają się w rozproszonych plikach, obejmują całe obwody po kilka tysięcy hektarów, bywają nieprecyzyjne i mało użyteczne dla osób, które po prostu chcą bezpiecznie wejść do lasu albo przejść przez teren rekreacyjny. Projekt nie wymyśla więc „nadmiarowej jawności”, tylko naprawia przepis, który w dotychczasowym kształcie nie realizuje swojego celu. Podobnie zresztą z odległością od zabudowań: podniesienie standardu bezpieczeństwa do 700 metrów nie jest arbitralne, skoro pozostawia wyjątek za zgodą właściciela nieruchomości i utrzymuje dolny limit 150 metrów. To znaczy, że projekt nie zabrania właścicielowi świadomie dopuścić polowania bliżej własnego budynku, ale odbiera myśliwym możliwość jednostronnego operowania w bliskim sąsiedztwie cudzej zabudowy bez wyraźnej zgody. Trudno uznać to za rozwiązanie nieproporcjonalne.

Ten projekt nie psuje, tylko porządkuje

Projekt nie sparaliżuje reagowania na szkody, choroby i sytuacje kryzysowe. Ustawa nadal zachowuje odrębne reżimy odstrzału sanitarnego wynikające z przepisów o chorobach zakaźnych zwierząt, natomiast projekt koncentruje się na uporządkowaniu i ucywilizowaniu trybu decyzji starostów w sprawach odłowu i odstrzału redukcyjnego, które dziś są mało transparentne i – jak pokazują materiały o zabijaniu dzików w miastach – przez lata nie podlegały żadnej sensownej publicznej kontroli ani obowiązkowej publikacji w BIP.
Zakaz dokarmiania i nęcenia także nie jest kaprysem ekologów. Projekt zostawia wyjątek dla szczególnie uzasadnionych przypadków, gdy dokarmianie jest niezbędne dla ochrony zwierząt, i uzależnia to od zgody RDOŚ, z uwzględnieniem ochrony przyrody oraz bezpieczeństwa epizootycznego. To jest rozwiązanie znacznie rozsądniejsze niż obecna zasada, w której dokarmianie jest co do zasady dozwolone, a pod ambony trafia rocznie ponad 100 tys. ton karmy. W sytuacji, gdy administracja rządowa sama podkreśla wagę bioasekuracji i ryzyka chorób zakaźnych zwierząt, ostrożność wobec praktyk sztucznie koncentrujących zwierzęta w jednym miejscu ma mocne uzasadnienie.

Ostatecznie największą siłą projektu jest to, że rozdziela rzeczy, które dotąd były przez myśliwych sztucznie zlepiane: ochronę przyrody i hobby polegające na zabijaniu zwierząt. Jeśli rzeczywiście chodzi o ochronę przyrody, to do prawidłowego planowanie zarządzania populacjami zwierząt potrzebne są rzetelne dane, oceny środowiskowe, udział organów ochrony przyrody i przejrzystość procedur. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo ludzi, to potrzebne są czytelne informacje o polowaniach, rozsądne odległości od zabudowy i publiczna kontrola decyzji redukcyjnych. Jeśli chodzi o finansowanie systemu, to nie można w nieskończoność udawać, że komercyjna sprzedaż zabijania państwowych dzikich zwierząt jest moralnie i ustrojowo neutralna. Projekt to wszystko porządkuje.

Zachęcamy do podpisania obywatelskiego projektu (można to zrobić wyłącznie podpisując się osobiście na papierowym formularzu, prawo nie przewiduje zbierania takich podpisów w internecie) oraz czynnego włączenia się w akcje zbierania podpisów. Szczegóły na stronie komitetu obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej: uwagapolowanie.pl

analizujemy obywatelski projekt ustawy