Zmieńmy praw łowieckie - na dobre
OBYWATELSKI PROJEKT, KTÓRY MA ZAKOŃCZYĆ ERĘ POLOWAŃ JAK Z PRL-U
W samym środku współczesnej Europy polskie lasy wciąż są zarządzane według zasad, które wiele osób kojarzy raczej z minionym ustrojem niż z demokratycznym państwem prawa. Polska przez ostatnie dekady zmieniła się niemal pod każdym względem, ale prawo łowieckie nadal opiera się na ustawie z 1995 roku — akcie, który zdaniem ekspertów, aktywistów i organizacji społecznych nie odpowiada dzisiejszej wiedzy o ochronie zwierząt, przyrody i bezpieczeństwie ludzi.
Teraz szeroka koalicja osób ze świata nauki, kultury i organizacji społecznych mówi: dość. Wśród osób wspierających zmiany są m.in. noblistka Olga Tokarczuk i reżyserka Agnieszka Holland. Nowa obywatelska inicjatywa ustawodawcza przygotowała projekt, który ma gruntownie „ucywilizować” sposób, w jaki państwo reguluje polowania i zarządzanie dzikimi zwierzętami. Jak podkreśla Magdalena Gałkiewicz z Partii Zieloni, obecny system jest anachroniczny i nie odpowiada współczesnej wiedzy o ochronie zwierząt oraz środowiska.
SIŁA 100 TYSIĘCY PODPISÓW
Autorzy projektu wybrali drogę obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej. To narzędzie wymagające, ale dające realną szansę na obejście politycznego impasu. Najpierw komitet musi zebrać 1000 podpisów potrzebnych do rejestracji. Dopiero później rozpoczyna się właściwa zbiórka: łącznie trzeba zebrać 100 tysięcy podpisów, i to w ciągu trzech miesięcy.
W czasach cyfrowych usług publicznych brzmi to jak anachronizm, ale podpisy pod obywatelskim projektem ustawy nadal muszą być składane fizycznie, na papierze. To ogromne wyzwanie logistyczne.
Jest jednak powód, dla którego warto je podjąć. Obywatelski projekt ustawy nie przepada wraz z końcem kadencji Sejmu. Jeśli obecny parlament nie zakończy nad nim prac, musi się nim zająć kolejny. Dzięki temu projekt zyskuje polityczną trwałość, której lobby łowieckie nie może po prostu przeczekać.
BEZPIECZEŃSTWO PRZEDE WSZYSTKIM: ZASADA 700 METRÓW
Dla wielu osób problem polowań nie dotyczy wyłącznie zwierząt. Chodzi także o bezpieczeństwo ludzi. Obecnie myśliwi mogą strzelać z broni palnej w odległości zaledwie 150 metrów od budynków mieszkalnych. Projekt zakłada radykalną, ale uzasadnioną zmianę: zwiększenie tej odległości do 700 metrów od jakichkolwiek budynków, w tym szkół, przedszkoli i innych obiektów użyteczności publicznej.
To szczególnie uderzające zestawienie: turbiny wiatrowe muszą być oddalone od zabudowań o 700 metrów, ponieważ mogą powodować hałas, ale strzelać z ostrej broni można dziś znacznie bliżej ludzkich domów. Trudno uznać to za racjonalne prawo.
Za zmianami przemawiają nie tylko emocje, lecz także bezpieczeństwo publiczne. W ciągu ostatniej dekady odnotowano 28 śmiertelnych ofiar wypadków związanych z polowaniami. Jednocześnie badania pokazują, że 89 procent Polek i Polaków popiera obowiązkowe badania lekarskie dla myśliwych.
KONIEC „PRZEMYSŁU ŚMIERCI”
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów obecnego systemu są dochodowe i słabo kontrolowane polowania komercyjne. Krytycy wskazują, że Polska stała się atrakcyjnym miejscem dla zagranicznych „łowców trofeów”, którzy przyjeżdżają tutaj, aby za odpowiednią opłatą zabijać dzikie zwierzęta.
Szacunki mówią o ponad 12 tysiącach cudzoziemców przyjeżdżających co roku do Polski na polowania. Część takich polowań odbywa się na terenach zarządzanych przez Lasy Państwowe, które oferują komercyjne terminy odstrzałów. Projekt zakłada zakończenie tego procederu.
Dziko żyjące zwierzęta, które prawo uznaje za własność Skarbu Państwa, nie powinny być traktowane jak towar wystawiany na sprzedaż. Tym bardziej nie powinny służyć prywatnemu zyskowi ani rozrywce osób przyjeżdżających do Polski po „trofea”.
ODZYSKAĆ LAS DLA LUDZI I ZWIERZĄT
Jednym z najważniejszych punktów sporu jest prawo do lasu wolnego od polowań. Obecny system wywodzi się z logiki, w której państwo i struktury łowieckie mają pierwszeństwo przed właścicielami gruntów, lokalnymi społecznościami i organizacjami społecznymi.
Historycznie ogromne znaczenie miał tu model ukształtowany po wojnie, w 1952 roku dekretem Bolesława Bieruta dzikie zwierzęta zostały podporządkowane państwowej gospodarce łowieckiej, a właściciele prywatnych gruntów od tego czasu wciąż muszą znosić obecność myśliwych na swoim terenie.
Dziś tylko osoby fizyczne mogą w ograniczonym zakresie sprzeciwić się polowaniom na swojej nieruchomości ze względów moralnych. Ale organizacje społeczne, fundacje, stowarzyszenia czy podmioty prowadzące np. leśne przedszkola często nie mają skutecznego narzędzia, by wyłączyć swoje grunty z obwodów łowieckich. Nowe przepisy miałyby to zmienić i umożliwić także takim podmiotom realną ochronę swoich terenów przed polowaniami.
„NIEWIDZIALNA SIEĆ” WPŁYWÓW W PARLAMENCIE
Droga do reformy nie będzie łatwa. Organizacje społeczne od lat wskazują na silne i często mało przejrzyste wpływy środowiska łowieckiego w polityce. Oficjalnie niewielu parlamentarzystów mówi o swojej przynależności do świata łowieckiego, ale analizy dotyczące tego, ilu myśliwych jest w polskim parlamencie, pokazują, że skala powiązań może być znacznie większa, niż wynikałoby to z publicznych deklaracji.
Stawka polityczna wzrosła jeszcze bardziej po tym, jak prezydent Karol Nawrocki powołał Marcina Możdżonka (prezesa Naczelnej Rady Łowieckiej) na doradcę ds. klimatu i środowiska. Dla autorów reformy to sygnał, że środowisko łowieckie będzie bronić obecnego systemu z pełną determinacją. Nawet jeśli projekt uzyska większość w Sejmie, nad ustawą może zawisnąć groźba prezydenckiego weta.
NOWY ROZDZIAŁ DLA PRZYRODY
Projekt nie zakłada całkowitego zakazu polowań. Jego celem jest ich ograniczenie, uporządkowanie i podporządkowanie zasadom bezpieczeństwa, wiedzy naukowej oraz kontroli społecznej.
Proponowane zmiany obejmują m.in. zakaz nęcenia zwierząt, czyli wykładania karmy po to, by przyzwyczaić je do konkretnego miejsca i łatwiej zabić z ambony. Projekt przewiduje też zakaz polowań nocnych z wykorzystaniem noktowizji i termowizji oraz obowiązkowy, regularny przegląd listy gatunków łownych z udziałem naukowców.
Dziś plany łowieckie są uzgadniane przede wszystkim między myśliwymi a Lasami Państwowymi. Strona społeczna i instytucje ochrony przyrody mają bardzo ograniczony wpływ na decyzje dotyczące zabijania dzikich zwierząt. Nowe przepisy mają to zmienić: plany łowieckie powinny być konsultowane, możliwe do kontroli i oparte na wiedzy, a nie na interesach jednej grupy.
To w istocie test dla polskiej demokracji. Czy 100 tysięcy obywatelek i obywateli będzie w stanie przełamać system przywilejów, który przetrwał transformację ustrojową i wciąż decyduje o tym, co dzieje się w polskich lasach?
Źródła:
- Polscy myśliwi polują jak w PRL-u. Rewolucyjny projekt zmian w prawie łowieckim (Gazeta Wyborcza, 06.05.2026)
- strona obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej: uwagapolowanie.pl
