Zabijanie dzików w miastach
Polowanie to niejedyny dozwolony prawnie sposób zabijania dzikich zwierząt. Ustawa o ochronie zwierząt dopuszcza „bezzwłoczne uśmiercenie” konkretnego zwierzęcia, jeśli wynika to z konieczności zakończenia jego cierpień (art. 33), ale dopuszcza również podjęcie szerszego „ograniczania populacji zwierząt” w sytuacji, gdy stanowią one „nadzwyczajne zagrożenie dla życia, zdrowia lub gospodarki człowieka, w tym gospodarki łowieckiej” – w takiej sytuacji stosowną uchwałę podejmuje sejmik województwa (art. 33a). Zwierzęta mogą również ginąć z nakazu powiatowego lub wojewódzkiego lekarza weterynarii w sytuacji wystąpienia lub nawet tylko hipotetycznego „zagrożenia wystąpienia” choroby zakaźnej zwierząt – jest to tzw. „odstrzał sanitarny”, przewidziany przez ustawę o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt.
Samo Prawo łowieckie przewiduje, oprócz polowania, jeszcze kilka rodzajów „odstrzału redukcyjnego” niebędącego polowaniem (czego konsekwencją jest brak konieczności stosowania przepisów dotyczących polowań). Jeden z nich to odstrzały w parkach narodowych i rezerwatach. Drugi – który chcemy opisać w tym artykule – jest dość enigmatyczną kompetencją… starosty (lub prezydenta miasta na prawach powiatu).
Art. 45 ust. 3: W przypadku szczególnego zagrożenia w prawidłowym funkcjonowaniu obiektów produkcyjnych i użyteczności publicznej przez zwierzynę starosta, w porozumieniu z Polskim Związkiem Łowieckim, może wydać decyzję o odłowie, odłowie wraz z uśmierceniem lub odstrzale redukcyjnym zwierzyny.
Przyjmując w 1995 roku ustawę Prawo łowieckie ustawodawca uznał najwyraźniej, że państwu nie wystarczy kontrola populacji dzikich zwierząt przy pomocy „gospodarki łowieckiej” prowadzonej przez myśliwych, ponieważ przyznał dodatkowe uprawnienia staroście na wypadek nadzwyczajnej sytuacji, gdy zwierzyna stworzy szczególne zagrożenie dla obiektów produkcyjnych. Wtedy starosta albo prezydent miasta może wydać „decyzję” o zabiciu tej zwierzyny w taki lub inny sposób.
Ustawodawca nie określił jednak, czym w ogóle jest takie szczególne zagrożenie (ani też czym są „obiekty produkcyjne” – takie sformułowanie nie pojawia się w innych przepisach), a przede wszystkim – jakiego rodzaju „decyzję” wydaje starosta. Jeśli jest to decyzja administracyjna, to kto jest stroną w postępowaniu i w jaki sposób zostało ono wszczęte – na czyjś wniosek czy z urzędu? Co jest przedmiotem rozstrzygnięcia – nakaz czy zezwolenie? Czy w decyzji należy określić miejsce i okres jej obowiązywania, a jeśli tak, to z czego to konkretnie wynika? Ten nieprecyzyjnie skonstruowany przepis będzie zapewne jeszcze nieraz przedmiotem analiz prawnych.
Postanowiliśmy jednak zbadać, jak w praktyce wygląda wydawanie takich „decyzji” przez starostów. Jest to o tyle trudne, że nie są to akty prawne podlegające ogłoszeniu w dzienniku urzędowym ani w BIP. Urzędy nie tylko nie informują publicznie o wydaniu takich decyzji, ale czasami wręcz zastrzegają w ich treści, że nie wolno informować o sprawie opinii publicznej ani mediów. Dzięki pomocy Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska skierowaliśmy zapytanie w tej sprawie do 380 urzędów (314 starostw oraz 66 urzędów miast na prawach powiatu). Od większości udało się uzyskać odpowiedź (około 30 urzędów zignorowało pytanie lub zażądało opłaty w wysokości 5 zł). Poniższa mapa pokazuje na czerwono powiaty, w których takie decyzje zostały wydane w 2025 roku – po kliknięciu na powiat otworzy się okienko z dodatkowymi informacjami (liczba decyzji, liczba zwierząt przeznaczonych do zabicia) wraz z linkiem do źródła, czyli treści pisma otrzymanego w odpowiedzi na wniosek. Wszystkie odpowiedzi są również dostępne w systemie Fedrowanie prowadzonym przez Watchdog Polska.
Zapytaliśmy, czy w latach 2020–2025 były wydawane decyzje na podstawie art. 45 ust. 3 ustawy Prawo łowieckie. Okazało się, że większość starostów (232) takich decyzji nie wydawała. Jednak w pozostałych 120 powiatach (i miastach na prawach powiatu), od których otrzymaliśmy odpowiedzi, w ciągu ostatnich sześciu lat wydano łącznie aż 633 takie decyzje. Dotyczyły różnych zwierząt (saren, lisów, ptaków), ale najczęściej chodziło o zabijanie dzików.
W 2025 roku w 52 miejscach starostowie albo prezydenci miast wydali decyzje o zabiciu dzików. Liczba zwierząt wskazanych w decyzjach wahała się od kilku (Starostwo Powiatowe w Słupcy) do 2000 (Urząd Miasta Łodzi). W powiecie mińskim oraz w mieście Grudziądzu władze wydały decyzję na „nielimitowany odstrzał”. O ile decyzja starosty w Mińsku dotyczyła wyłącznie terenu lotniska wojskowego, o tyle Prezydent Miasta Grudziądz każdego roku wydaje decyzję na „odstrzał redukcyjny dzików w ilości bez ograniczeń” na terenie całego miasta. Dodatkowo zakazuje podawania tej informacji do wiadomości publicznej.

Przeanalizujmy dokładniej decyzję wydaną w Łodzi, ponieważ dotyczy ona rekordowej w skali kraju liczby dzików (2000).
15 kwietnia 2025 r. Zarząd Zieleni Miejskiej, będący jednostką budżetową miasta, zwrócił się z wnioskiem do Prezydent Hanny Zdanowskiej o wydanie decyzji umożliwiającej zabicie w mieście 2000 dzików. Jako uzasadnienie przedstawiono opinię, że „miasto Łódź boryka się z problemem dynamicznie rozwijającej się w sposób niekontrolowany populacji dzików, szacowanej obecnie na ponad 2 tysiące osobników”. Według wnioskodawcy o „stanie zagrożenia” świadczą liczne zgłoszenia mieszkańców oraz rosnąca liczba kolizji drogowych.
Skąd wzięła się liczba 2000 dzików do zabicia? Tego nie wiadomo – ZZM twierdzi, że tyle dzików żyło na terenie Łodzi wiosną 2025 roku. Z kolei w grudniu 2025 r. urząd miasta podawał już szacowaną liczebność dzików na „ponad 3000” osobników. Są to jedynie szacunki, ponieważ nigdy nie podjęto próby faktycznego policzenia tych zwierząt (co zapewne byłoby trudne i obarczone dużym błędem). Liczebność dzików w obwodach łowieckich wokół Łodzi podają natomiast – z dokładnością do sztuki – zarządcy obwodów łowieckich. Według oficjalnych danych raportowanych przez koła łowieckie do Banku Danych o Lasach, w poszczególnych obwodach w pobliżu Łodzi żyło od kilku do kilkudziesięciu dzików (stan na 31 marca 2025 r., bez uwzględnienia rozrodu w ciągu roku). Poniższa mapa pokazuje schematyczne rozmieszczenie obwodów łowieckich w województwie wraz z liczbą żyjących w nich dzików. Wewnątrz znajduje się miasto Łódź – nie wchodzące w skład obwodów łowieckich – w którym szacowana liczba dzików jest większa niż na całym pozostałym obszarze województwa łącznie.

Już 12 maja Prezydent wydała decyzję zgodną z wnioskiem ZZM, co umożliwiło ogłoszenie przetargu na „wykonanie usług interwencyjnych, mających na celu redukcję i utylizację zwierzyny łownej”, a następnie podpisanie ze spółką Wildcare z Redy umowy na zabicie 185 dzików w 2025 roku. Miasto zapłaciło za to 499 500 zł (2700 zł brutto za zabicie jednego dzika). W 2026 roku umowę powtórzono – do kwietnia zostanie zabitych kolejnych 185 dzików za kolejne 499 500 zł. W obu umowach wykonawcy zakazano udzielania mediom informacji na temat realizowanego zamówienia.
Oryginały dokumentów:
- decyzja Prezydent Miasta Łodzi z 12.05.2025
- umowa na zabicie 185 dzików do grudnia 2025
- umowa na zabicie 185 dzików do kwietnia 2026
Łodzianie widzący dziki na osiedlach mieszkaniowych i dzwoniący w tej sprawie do straży miejskiej albo Centrum Zarządzania Kryzysowego nie mają świadomości, że zgłoszenie będzie oznaczać wyrok śmierci dla tych zwierząt. Miasto nie przewiduje żadnej innej procedury niż schwytanie dzików do odłowni albo uśpienie zwierzęcia przy pomocy aplikatora pneumatycznego, a następnie uśmiercenie środkiem farmakologicznym. Wykonawca otrzymuje za to wynagrodzenie w wysokości 2700 zł za sztukę. Złapane dziki nie mogą być „wywożone do lasu”, ponieważ nie pozwalają na to przepisy sanitarne wydane w celu ochrony producentów wieprzowiny przed możliwym zakażeniem hodowanych świń wirusem ASF.
Powyższy przykład pokazuje dysfunkcyjność art. 45 ust. 3 Prawa łowieckiego, który czyni z prezydenta miasta faktycznego decydenta w sprawie życia i śmierci zwierząt żyjących w mieście. Nawet nie dysponując rzetelnymi badaniami ich liczebności, starosta albo prezydent może wydać decyzję nakazującą zabicie określonej liczby zwierząt, bez wskazania szczegółowych warunków. Decyzja ta nie musi być konsultowana z organami ochrony przyrody (np. regionalnym dyrektorem ochrony środowiska) ani z organizacjami zajmującymi się ochroną zwierząt, nie musi być także ogłaszana w BIP. Jedynym podmiotem, z którym decyzja musi być uzgadniana, jest Polski Związek Łowiecki, którego członkowie są następnie odpłatnymi wykonawcami jej skutków (zarówno z przepisów, jak i z warunków umowy wynika, że bezpośredniego odłowu z uśmierceniem mogą dokonywać wyłącznie osoby posiadające legitymację PZŁ).
Takich decyzji wydano w ostatnich latach ponad 600 w całej Polsce – w praktyce poza realną kontrolą społeczną.
zobacz też:
Dzikie Życie: Rozmowa z adwokatką Karoliną Kuszlewicz