Zakaz polowania

Puchary za zabijanie lisów. Co to ma wspólnego z ochroną przyrody?

W zeszłym roku portal Gorlice24 opisał zakończenie Powiatowego Polowania na Drapieżniki. W wydarzeniu uczestniczyło 211 myśliwych z siedmiu kół łowieckich. W ciągu tygodnia, od 1 do 8 lutego, wykonali oni około tysiąca wyjść w teren, podczas których zastrzelili 202 zwierzęta: 187 lisów i 15 kun. Organizatorzy przyznali nagrody kołom łowieckim i poszczególnym myśliwym za największą liczbę zabitych zwierząt. Były puchary, sygnały łowieckie i wspólne biesiadowanie.

Według relacji prasowej myśliwi uzasadniali swoje działania potrzebą ograniczania liczebności drapieżników, ochrony zwierzyny drobnej i zwierząt gospodarskich oraz zapobiegania rozprzestrzenianiu się chorób, w tym wścieklizny.

Takie polowania nie są czymś wyjątkowym. Podobne wydarzenia organizowane są w różnych częściach Polski. Warto więc przyjrzeć się ich uzasadnieniu. Czy zabijanie lisów i kun rzeczywiście przywraca przyrodzie równowagę? A może to tylko wygodny argument pozwalający przedstawiać polowanie jako działalność ochronną?

Lis nie jest „szkodnikiem”, którego trzeba usuwać z przyrody

Lis rudy (Vulpes vulpes) to jeden z najbardziej rozpowszechnionych europejskich drapieżników. Jest gatunkiem niezwykle elastycznym ekologicznie, potrafiącym korzystać z różnych źródeł pokarmu i przystosowywać się do zmieniającego się środowiska. Przede wszystkim lisy polują na drobne ssaki, w tym norniki i myszy. Są więc naturalnymi wrogami gryzoni, które mogą wyrządzać szkody w uprawach rolnych.

W badaniu przeprowadzonym w północno-wschodniej Polsce naukowcy przeanalizowali zawartość żołądków 224 lisów. Norniki z rodzaju Microtus występowały w blisko 73% badanych żołądków i stanowiły około 47% objętości spożytego pokarmu. Kolejnym istotnym składnikiem była padlina dużych ssaków (27%). Pozostałą część stanowiły m.in. inne ssaki, ptaki i pokarm roślinny.

Nie oznacza to jednak, że lis zawsze żywi się głównie nornikami. Skład jego diety zależy od pory roku, środowiska i dostępności poszczególnych gatunków ofiar. W innych regionach udział gryzoni może być wyraźnie większy lub mniejszy. Lisy zjadają również padlinę i korzystają z pokarmu pozostawianego przez ludzi. W ten sposób uczestniczą w obiegu materii w ekosystemach.

Co więcej, lisy nie zawsze są samotnikami. Chociaż zwykle zdobywają pokarm indywidualnie, mogą tworzyć grupy rodzinne, w których występują trwałe więzi społeczne. W wychowaniu młodych uczestniczą niekiedy również osobniki, które same się nie rozmnażają. Badania pokazują, że usunięcie dominującego osobnika może zaburzać relacje w takiej grupie.

Zastrzelony lis to zatem nie tylko jeden drapieżnik mniej. To również ingerencja w lokalną populację zwierząt, których życie społeczne i znaczenie ekologiczne są znacznie bardziej złożone, niż sugeruje określenie „szkodnik”.

Czy lisy odpowiadają za znikające zające?

Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów za odstrzałem lisów jest konieczność ochrony zajęcy, kuropatw i bażantów. Nie można zaprzeczać, że lisy mogą polować i na te zwierzęta. Nie oznacza to jednak, że właśnie lisy odpowiadają za spadek liczebności zajęcy w Polsce.

W 2022 roku Jakub Gryz i Dagny Krauze-Gryz opublikowali w czasopiśmie „Diversity” wyniki wieloletnich badań populacji zająca szaraka w okolicach Rogowa w centralnej Polsce.

Od lat 60. XX wieku zagęszczenie zajęcy na badanym obszarze spadło z ponad 30 osobników na 100 hektarów do zaledwie 1-2 osobników. Jednocześnie udział zajęcy wśród szczątków pokarmowych znajdowanych przy lisich norach zmniejszył się z około 13% w latach 1978-1991 do zaledwie 0,1% w latach 2011-2021.

Badacze porównali też sytuację z innym obszarem, na którym populacja zajęcy radziła sobie znacznie lepiej, mimo podobnego zagęszczenia lisów.

Wniosek autorów był taki, że najważniejszą prawdopodobną przyczyną zaniku zajęcy na badanym obszarze były zmiany w rolnictwie, a nie presja lisów.

Wielkie pola uprawne, zanikanie miedz, ujednolicanie struktury zasiewów, brak odpowiednich siedlisk i pokarmu oraz mechanizacja prac rolnych mogą mieć dla zajęcy znacznie poważniejsze konsekwencje niż obecność drapieżników.

Oczywiście badanie z jednego regionu nie rozstrzyga, jakie czynniki dominują w całej Polsce. Pokazuje jednak, jak bardzo mylące może być sprowadzanie problemów zwierzyny drobnej do prostego stwierdzenia: „Jest za dużo lisów, więc trzeba do nich strzelać”.

Czy odstrzał drapieżników w ogóle działa?

Nie byłoby rzetelne twierdzenie, że ograniczanie liczebności drapieżników nigdy nie przynosi efektów. W niektórych eksperymentach naukowych wykazano, że intensywne, odpowiednio zaplanowane ograniczanie presji drapieżniczej może zwiększać sukces lęgowy ptaków gniazdujących na ziemi. Przykładowo brytyjskie badania kuropatw wykazały poprawę wyników rozrodu po ograniczeniu liczebności kilku gatunków drapieżników, w tym lisów. Nie można jednak na tej podstawie uzasadniać każdego polowania na lisy i kuny.

Badanie przeprowadzone w Niemczech i opublikowane w 2019 roku w czasopiśmie „BMC Ecology” wykazało, że lokalny, rekreacyjny odstrzał lisów, nawet tam, gdzie zabijano ich stosunkowo dużo, nie wiązał się z istotnym zmniejszeniem ryzyka drapieżnictwa wobec sztucznych gniazd ptaków. Z innych badań wynika, że zmniejszenie liczebności lisów na ograniczonym obszarze bywa krótkotrwałe, ponieważ zwolnione terytoria mogą być ponownie zajmowane przez osobniki przybywające z sąsiedztwa. Skuteczność takich działań zależy więc od skali, czasu trwania, lokalnych warunków przyrodniczych i tego, jaki konkretnie efekt zamierzamy osiągnąć.

W przypadku polowania opisanego w Gorlicach nie przedstawiono żadnych wyników monitoringu pozwalających ocenić, czy zabicie 202 drapieżników rzeczywiście poprawiło sytuację jakiegokolwiek innego gatunku zwierząt. A przecież to właśnie powinno być podstawą oceny skuteczności działań przedstawianych jako ochrona przyrody. Wyraźnie widać, że nie chodziło o żadną ochronę przyrody, tylko o zabawę w zabijanie.

Czy można zrezygnować z polowań na lisy? Doświadczenia innych krajów

Zwolennicy polowań na lisy często przedstawiają ich odstrzał jako niezbędny element ochrony przyrody. Tymczasem mamy już wieloletnie doświadczenia regionów, w których z takich polowań zrezygnowano.

W szwajcarskim kantonie Genewa polowania rekreacyjne zostały zakazane w wyniku referendum już w 1974 roku. Ponad pół wieku później władze kantonu pozytywnie oceniają skutki przyjętego modelu zarządzania dzikimi zwierzętami. Według ich własnych informacji zagęszczenie zajęcy należy tam do najwyższych w Szwajcarii. Jednocześnie Genewa nie zrezygnowała całkowicie z ingerowania w populacje dzikich zwierząt. Gdy już nie ma innego wyjścia, konkretne odstrzały mogą wykonywać profesjonalne służby ochrony przyrody.

Podobne doświadczenia ma Luksemburg, gdzie od 1 kwietnia 2015 roku nie prowadzi się zwykłych polowań na lisy. Przeciwnicy zakazu ostrzegali przed gwałtownym wzrostem liczebności tych zwierząt i rozprzestrzenianiem się chorób. Obawy te nie znalazły potwierdzenia w opublikowanych danych. Co więcej, monitoring weterynaryjny wykazał, że po wprowadzeniu zakazu zmniejszył się odsetek lisów zakażonych tasiemcem Echinococcus multilocularis.

Warto również zwrócić uwagę na opracowanie naukowe przygotowane w maju 2026 roku przez szwajcarską jednostkę badawczą SWILD na zlecenie władz kantonu Zug. Analiza wskazuje, że tradycyjne polowania na lisy nie prowadzą do trwałego ograniczenia ich liczebności. Straty są kompensowane przez rozród, przeżywalność pozostałych osobników i migracje z sąsiednich terenów. W konsekwencji kantonalna komisja łowiecka postanowiła zaprzestać aktywnego promowania odstrzału lisów.

A co z kunami?

Podczas tygodniowego polowania w powiecie gorlickim zastrzelono również 15 kun.

W Polsce występują dwa rodzime gatunki kun: kuna leśna (Martes martes) i kuna domowa (Martes foina). Oba należą do rodziny łasicowatych i są ważnymi elementami naszych ekosystemów. Kuny żywią się różnorodnym pokarmem, w tym drobnymi ssakami, ptakami, bezkręgowcami i owocami. Polskie badania wykazują znaczące różnice w składzie ich diety w zależności od gatunku, siedliska i pory roku.

W relacji z polowania nie podano nawet, do którego gatunku należały zabite zwierzęta. Nie przedstawiono również żadnych danych o lokalnej liczebności kun ani o ich rzeczywistym wpływie na inne gatunki. Na jakiej więc podstawie uznano, że także te zwierzęta należało zabijać w celu „przywracania równowagi”?

Sama obecność drapieżnika w ekosystemie nie jest przecież dowodem na istnienie problemu wymagającego interwencji.

Wścieklizna jako uzasadnienie polowania

Wścieklizna jest oczywiście niezwykle groźną chorobą, która nadal występuje w Polsce. Według komunikatu Głównego Lekarza Weterynarii z 29 października 2026 roku stwierdzono w Polsce dziewięć ognisk wścieklizny w tym roku, m.in. u lisów i kun. Nikt nie twierdzi, żeby bagatelizować to zagrożenie. Jednak od wielu lat podstawowym narzędziem profilaktyki wścieklizny w populacjach dzikich lisów są szczepienia prowadzone przez Inspekcję Weterynaryjną na obszarach zagrożonych (szczepionki rozrzuca się w środowisku, a lisy same je przyjmują, zjadając specjalnie przygotowane przynęty). Istotne znaczenie mają także monitoring choroby, badania laboratoryjne podejrzanych zwierząt i działania podejmowane w ogniskach zakażenia.

Nie ma natomiast podstaw, by bez dodatkowych danych utożsamiać zwykłe polowanie na lisy z działaniem skutecznie ograniczającym szerzenie się wścieklizny. Jeżeli organizatorzy polowania powołują się na profilaktykę tej choroby, powinni wyjaśnić, na jakiej ocenie zagrożenia epidemiologicznego opierają swoje działania, jaki efekt zamierzają osiągnąć i jak zamierzają go zweryfikować.

Puchar za największą liczbę zabitych zwierząt nie jest dowodem na skuteczność ochrony przyrody

Według „Rocznika Statystycznego Leśnictwa 2025” Głównego Urzędu Statystycznego w sezonie łowieckim 2024/2025 zastrzelono w Polsce 209 849 lisów. To ogromna liczba zwierząt, których zabicie wymaga uzasadnienia czymś więcej niż ogólnym odwołaniem do „równowagi ekologicznej”. Jeżeli celem odstrzału drapieżników miałaby być ochrona określonych gatunków, powinniśmy znać przede wszystkim stan populacji tych gatunków, skalę rzeczywistej presji drapieżniczej, cele planowanej interwencji i jej mierzalne rezultaty. Powinniśmy również wiedzieć, czy rozważono inne rozwiązania, takie jak poprawa warunków siedliskowych, i czy skutki odstrzału zostały poddane niezależnej ocenie.

W relacji z Gorlic nie znajdziemy odpowiedzi na te pytania. Znajdziemy natomiast bardzo dokładną klasyfikację kół łowieckich i poszczególnych myśliwych według liczby zastrzelonych zwierząt oraz opisy przyznanych nagród i relacje z biesiady. Jeśli sukcesem jest liczba zabitych lisów i kun, a nie wykazana poprawa stanu przyrody, to co właściwie jest celem takich polowań?

Drapieżnictwo jest naturalnym procesem ekologicznym. Oczywiście nie oznacza to, że ingerencja człowieka w relacje między drapieżnikami i ich ofiarami nigdy nie może być uzasadniona. Oznacza jednak, że każda taka ingerencja powinna wynikać z rzeczywistej potrzeby i sprawdzalnych danych, a nie tylko z przekonania organizatorów polowania o własnej roli w „regulowaniu przyrody”. Albo z chęci zdobycia nagrody w konkursie. Czy zabijanie czujących istot powinno być przedmiotem zawodów, w których za największą liczbę ofiar przyznaje się puchary i gratulacje?

Dlatego potrzebujemy większej niezależnej kontroli nad planowaniem gospodarki łowieckiej, udziału organów ochrony przyrody w podejmowaniu decyzji oraz możliwości społecznej weryfikacji ich uzasadnienia i skutków. Takie rozwiązania przewiduje m.in. obywatelski projekt nowelizacji Prawa łowieckiego „Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre”.

Ochrona przyrody powinna być oceniana na podstawie jej rzeczywistych efektów. Nie według liczby zwierząt zabitych przez myśliwych.

przeczytaj również:

Puchary za zabijanie lisów. Co to ma wspólnego z ochroną przyrody?